Wspomnienie o starych spichlerzach: spacerkiem po dawnym Kole

Autor: kurier-kolski.pl | 17.11.2023

Któż z kolan nie zna starego, zabytkowego spichlerza wędrując z kolskiej Starówki na przedmieście mostem nad rzeką Wartą? Czy z tej, czy z tamtej strony mostu, za każdym razem rzuca się w oczy jego drewniana bryła. O tym spichlerzu, który dziś – niestety – znajduje się już w kiepskim stanie, oraz o innym, który już nie istnieje, pisze w swoich wspomnieniach pod spodem Ryszard Borysiewicz. Źródło: fb UM w Kole

 

Na początek należy zaznaczyć, że podobnych spichlerzy, jak te z opowiadania p. Ryszarda Borysiewicza, niegdyś w Kole, nad brzegiem rzeki Warty, na kolskiej Starówce, było aż 20! Do naszych czasów dotrwał niestety tylko jeden. Za to ten, murowany, który możemy zobaczyć już jedynie na zdjęciu ze zbiorów p. Rafała Marciniaka, już dawno nie istnieje, bo został barbarzyńsko zburzony przy rozbudowie Fabryki Maszyn Budowlanych ZREMB, po której też już nie ma śladu. Podzieliła losy spichlerza, który przez nią został zniszczony…

***********************************************************************************

Nie będę opowiadał o historii tego zabytku z pierwszej połowy XIX wieku, bo dosyć ciekawie opisują o nim przewodniki po naszym Kole. A skupię się na opowieści o jego znaczeniu w naszym życiu, kolan, sprzed niemal lat 60-ciu. Dzisiejszy spichlerz my młodzi kolanie (w latach 50 –tych, 60-tych XX wieku) nazywaliśmy wtedy „MIĘTĄ”. Dlaczego ? Otóż, budynek ten służył w tamtych latach za punkt skupu ziół. Gdy kończyło się lato, przed „ Miętą” ustawiały się chłopskie furmanki naładowane „po czubek” miętą (a była z niej super herbata). Było ich niemal codziennie po około kilkadziesiąt furmanek. My jako dzieciaki, zawsze dostawaliśmy tej mięty do domu, gdy z pobliskiej rzeki Warty na prośbę woźnicy w upalny dzień przynosiliśmy dla jego konia wodę. To co pamiętam, mięta ta była na miejscu parzona i oddzielano od niej esencję miętową. Obok spichlerza w tamtych czasach postawiony był do tego celu piec z wysokim kominem, który w latach 70 –tych rozebrano. Niemal gorącą wodę z tego pieca spuszczano do rzeki.

Okoliczni mieszkańcy z ul. Żelaznej, Krzywej, Krótkiej i innych ulic wykorzystywali tę wodę (bardzo czystą) do potrzeb domowych. W „Mięcie” skupywano również i inne zioła. A można było, gdy się chciało je zbierać, sporo zarobić, jak na nasze wtedy potrzeby. Z tego co pamiętam, za 1 kg wysuszonych ziół płacono: kwiat lipy – 45 zł, ziele krwawnika – 16 zł, rdest ptasi – 18 zł, kwiat bławatka /chabru zbożowego – 160 zł. I wiele innych, których ceny z tamtych lat rozmyły się w mojej pamięci. A starczyło wtedy na zakup nowych książek i zeszytów do szkoły. O potrzebie rodzaju nazbierania ziół informowała nas zawsze pani Helena pracownica tego skupu, bardzo nam przychylna. Nazwiska jej nie pamiętam.
Na placu w sąsiedztwie spichlerza gdzie obecnie stoi dawna BASZTOWA przy ul. Starowarszawskiej w latach 50 – 60 tych stawały wesołe miasteczka karuzele, huśtawki jak i cyrki. Ale o tym za jakiś czas.

Drugim takim spichlerzem, którego już nie ma, bo rozebrano go na potrzeby rozbudowy Fabryki ZREMB, był bliźniaczy spichlerz przy ul. Orzeszkowej/ Ogrodowej (patrz zdjęcie wyżej). Nazywaliśmy my wtedy go przed laty „SZMACIARNIĄ”. A to dlatego, że spichlerz ten służył również jako punkt skupu, tym razem surowców wtórnych, jak: szkło, makulatura, zniszczona odzież – szmaty, kości zwierzęce. Kierownikiem w latach 60-tych XX wieku tego punktu skupu był jak pamiętam pan Wacław Piotrowicz (potwierdza to jego córka Lena). Cóż, lata mijają, dawne wydarzenia idą w niepamięć. Uznałem, że warto zachować w pamięci, podzielić się tym, co minęło bezpowrotnie, dla przyszłego pokolenia. Bo dla nas, było to wtedy bardzo ważne.

Tekst i foto: Ryszard Borysiewicz

zdj. 1 – ze zbiorów Pana Rafała Marciniaka – (tzw. Szmaciarnia)
zdj. 2,3 – Ryszard Borysiewicz (tzw. Mięta)

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najnowsze.
Najstarsze. Najbardziej oceniony.
Informacje zwrotne.
Zobacz wszystkie komentarze.
Janusz Kupczak
Janusz Kupczak
8 miesięcy temu

Oglądałem sesje i zdanie odnośnie Ryszarda Borysiewicza
Rada miasta przyznała tytuł honorowego obywatela miasta i do dzisiaj go nie wręczyła, dla mnie jako mieszkańca miasta jest to po prostu CHAMSTWO

Janusz Kupczak
Janusz Kupczak
8 miesięcy temu

Brawo Ryszard. Wyspa zawsze była górą. Ocal od zapomnienia.

Telefon interwencyjny

Widziałeś(aś) coś ważnego? Chcesz się podzielić informacją?
Masz problem i nie wiesz co robić?

Zadzwoń!
Anonimowość gwarantowana!

600 152 526