„Konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła” – z Romanem Mańką rozmawia Marta Cieślik-Tunerowska

Autor: kurier-kolski.pl | 24.12.2018

„Gdy patrzę na politykę czy samorząd na różnych poziomach, to widzę powtarzający się ten sam kardynalny błąd: politycy, włodarze, decydenci, otaczają się „dworem”, słuchają podpowiedzi rozmaitej maści lizusów i klakierów. I wtedy właśnie następuje początek ich końca. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale wszyscy w tę samą pułapkę wchodzą” – mówi Roman Mańka. Komentuje także kampanię wyborczą oraz nowe rządy w Kole, Kościelcu i rewolucyjną zmianę władzy w Powiecie Kolskim. Daje ultimatum wójtowi Ostrowskiemu i zapowiada referendum odwoławcze wójta w Gminie Kościelec za 2 lata!!! Zachęcamy do przeczytania pod spodem całego wywiadu.

 

– Dla Poznania zawsze będziemy kresami, prowincją, peryferiami, miejscem gdzie diabeł mówi dobranoc. Różnica tkwi w tym, że dla Poznania jesteśmy wschodem, dla Łodzi – zachodem. Poznań nas okrada. Tymczasem w Łodzi niebawem „wystrzeli” dynamiczny rozwój gospodarczy. Krzyżują się tam dwa najważniejsze w Polsce, a może nawet w całej Europie szlaki komunikacyjne, a w przyszłości powstanie być może Centralny Port Komunikacyjny – mówi Roman Mańka.

********************************************************************************

ROMAN MAŃKA – jest dyrektorem zarządzającym Instytutu Administracji w Warszawie, redaktorem naczelnym Czasopisma Popularnonaukowego Fundacji FIBRE oraz ekspertem tej organizacji w zakresie filozofii polityki i socjologii polityki. Zajmuje się badaniami oraz analizami w dziedzinie obserwacji uczestniczącej. Jest autorem książek o tematyce dziennikarstwa śledczego i popularno-naukowych. W przeszłości publikował między innymi dla Gazety Finansowej, Forbes, Onet.pl., Interii.pl, Gentleman oraz Home&Market.

*********************************************************************************

W gminie Kościelec doszło do zmiany na stanowisku zastępcy wójta, jak Pan ocenia tę decyzję?
Powstrzymam się od oceny osoby nowej zastępczyni, bo mówiąc krótko niczego na jej temat nie wiem, jest to dla mnie postać zupełnie nieznana, anonimowa. Zwrócę jednak uwagę na aspekt strukturalny: już podczas kampanii wyborczej mówiłem głośno, że funkcja zastępcy wójta jest w gminie takiej jak Kościelec niepotrzebna i należy ją zlikwidować. Obowiązki zastępcy wójta z powodzeniem może przejąć sekretarz. W ten sposób otrzymalibyśmy oszczędności w wysokości ok. 10 tys. zł miesięcznie. Za to można ufundować stypendia dla 20 zdolnych dzieci z niezamożnych rodzin, po 500 zł miesięcznie na głowę.

A w Kole powołanie wiceburmistrza jest zasadne?
Koło to trochę inna historia. Samorząd Koła jest większą jednostką, stolicą powiatu. Ale chyba też można wyobrazić sobie funkcjonowanie miasta bez wiceburmistrza. Taki moment już miał miejsce za kadencji Mieczysława Drożdżewskiego i żadne nieszczęście się nie stało. Wszystko zależy od konkretnej koncepcji organizacyjnej oraz operatywnego modelu zarządzania. Przy sprawnym sekretarzu, prężnych naczelnikach wydziałów, Koło świetnie poradzi sobie bez wiceburmistrza. Szkoda pieniędzy! O ile jednak w Kole sytuacja jest bardziej złożona i można się zastanawiać, to w Kościelcu fakty przedstawiają się jednoznacznie: zastępca wójta jest niepotrzebny. W powiecie kolskim istnieje wiele gmin, w których nie ma zastępców wójta.

Jednak przegrał Pan wybory na wójta, mieszkańcy nie poparli Pana pomysłów?
Problemy jest głębszy. Dlatego spójrzmy na niego bardziej globalnie. Gdy popatrzymy na polskie gminy, to w większości zwyciężali dotychczasowi wójtowie; również w powiecie kolskim w przytłaczającej większości jednostek tryumfowali dotychczasowi włodarze. Moja porażka nie jest raczej kwestią mojej słabości, lecz uwarunkowań strukturalnych.

Co Pan ma na myśli mówiąc o uwarunkowaniach strukturalnych?
Można by długo o tym dyskutować. Generalnie system działa na korzyść wójtów już sprawujących władzę, zabiegających o reelekcję. Idą oni do wyborów w kontekście szerszej struktury radnych, grup interesów, wpływowych ośrodków opiniotwórczych, a więc osób, które mają w swoim środowisku posłuch. Wiadomo, że ludzie zawsze w mniejszym lub większym stopniu przejawiają skłonności konformistyczne i lgną do władzy, która może im coś zaoferować. Na wójtów sprawujących władzę pracuje więc cała potężna sieć klientelistyczna, aparat biurokratyczny, grupy interesów, itd. Posiadają oni instrumenty finansowe. Mogą realizować wiele inwestycji „pod publiczkę”, na krótko przed wyborami, co może jest efektowne, ale wcale nie musi być efektywne. Kandydatom opozycyjnym w stosunku do wójtów jest dużo trudniej. Pierwsze problemy pojawiają się już przy pozyskiwaniu kandydatów na radnych. Mało kto chce się ustawiać w kontrze do wójta sprawującego władzę. Tymczasem żeby zgłosić kandydata na wójta trzeba najpierw zarejestrować kandydatów na radnych przynajmniej w połowie okręgów. To idiotyczny przepis: po pierwsze, daje strukturalną przewagę wójtom sprawującym władzę; po drugie, buduje relacje klientelistyczne już w punkcie wyjścia.
Poza tym, na korzyść wójtów działa wiele determinant kulturowych, czy mówiąc bardziej zrozumiale – społeczno-kulturowych.

To znaczy?
Wiele lat temu prof. Andrzej Zybertowicz opowiadał mi na czym polega działanie sieci klientelistycznej, która gromadzi się wokół określonej władzy – również samorządowej i chyba na poziomie samorządów najlepiej to zjawisko widać. Wytwarza się coś, co zapożyczając nazwę z fizyki, można określić mianem swoistego pola grawitacyjnego, czyli sytuacji, w ramach której grupy interesów i ośrodki wpływów, są w stanie zmobilizować na rzecz władzy poparcie niezależnie od jakości rządzenia. W efekcie burmistrzowie czy wójtowie mogą rządzić źle, nieudolnie, a mimo to zwyciężać w kolejnych wyborach, gdyż ilość wpływowych, opiniotwórczych beneficjentów jest tak pokaźna, że im to zapewnia.
Żeby zbytnio nie wchodzić w szczegóły, klientelizm oznacza wspieranie władzy niezależnie od dobra wspólnego, w zamian za skrócenie dystansu do tego wymiaru, który nazywa się przestrzenią władzy, a zatem w zamian za określone świadczenia i koncesje. Może on występować w trybie pozytywnym lub negatywnym: w pozytywnym oznacza działanie na rzecz władzy; w negatywnym, rezygnację z pełnienia funkcji kontroli społecznej – często widać to np. w wykonaniu lokalnych mediów, które w zamian za ogłoszenia i reklamy rezygnują z krytyki rządzących.
Drugim, i chyba dużo bardziej niebezpiecznym procesem, jest rytualizm. To stan, w którym ludzie rezygnują z dążenia do sukcesu, w zamian za status quo, a więc w zamian za gwarancję bezpieczeństwa. Stąd na wszelkie zmiany – nawet gdy jawią się one jako pozytywne – reagują niechętnie i podejrzliwie.
Rytualizm, obok klientelizmu, jest największym sprzymierzeńcem osób długo utrzymujących się przy władzy.

Twierdzi Pan, że ludzie w Kole czy w Kościelcu nie chcą sukcesu?
Jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi, tak właśnie jest: rezygnują z dążenia do sukcesu. Wolą mięć pewne mało niż niepewne więcej. Postępują w myśl powiedzenia: „lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu”. To niestety utrudnia nie tylko wymianę władzy, ale również wszelkie reformy czy innowacje.
Rytualizm można wyjaśnić w sposób potoczny oraz naukowy. Kiedyś znakomicie to zjawisko uchwycił obecny dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Kole, Radomir Piorun, mówiąc w telefonicznej rozmowie ze mną coś mniej więcej takiego: „dla tych ludzi wartością jest brak zmian”. To sformułowanie dobrze opisuje sytuację w miejscach takich jak Koło, Kościelec, czy Grzegorzew. Ludzie rezygnują z rozwoju oraz reform, czyli z dążenia do sukcesu, w zamian za gwarancję minimum bezpieczeństwa, za kontynuację status quo. To jest konformizm i oportunizm.
W sensie naukowym, zjawisko rytualizmu przenikliwie zdefiniował amerykański socjolog Robert Merton, w pracy na temat typów zachowań dewiacyjnych w reakcji na zmianę, w książce „Teoria socjologiczna i struktura społeczna”.
Wyróżnił on pięć grup społecznych: pierwsza to konformiści – stanowią ją osoby, które osiągnęły sukces i stąd, ze zrozumiałych względów, wyrażają oczekiwania konserwatywne, chcą kontynuacji systemu oraz istniejących reguł gry; druga populacja to innowacjoniści – są to ludzi rekrutujący się najczęściej ze społecznych nizin, z klasy, którą inny amerykański socjolog, Wiliam Warner, określiłby jako niższą-niższą, nie posiadają oni niczego, jednak z determinacją dążą do sukcesu, modyfikując zinstytucjonalizowane normy i reguły gry, a nawet je czasami łamiąc; trzecia kategoria to osoby nieobecne, odrzucają one system oraz istniejące w nim zasady, nie widząc szans w określonych warunkach na osiągnięcie sukcesu; czwartą grupę stanowią zbuntowani, którzy podobnie jak nieobecni buntują się przeciwko systemowi, tyle tylko że w sposób pozytywy (aktywny).
Piątą grupą wymienioną przez Mertona są właśnie rytualiści, należą oni do klasy niższej-wyższej, mimo iż nie osiągnęli nic wielkiego działają na korzyść systemu, na rzecz utrwalenia obowiązujących norm, zasad, i reguł gry, a przede wszystkim rezygnują z dążenia do sukcesu w zamian za gwarancję utrzymania status quo oraz otrzymania minimum poczucia bezpieczeństwa. Mówiąc językiem Radomira Pioruna: „dla tych ludzi wartością jest brak zmian”.
Co najciekawsze w analizie Mertona, pokazał dwie populacje o nastawieniu konserwatywnym: pierwsi – konformiści – mają do tego powody, znajdują się na najwyższych kondygnacjach hierarchii społecznej i osiągnęli wielki sukces, ich konserwatyzm jest więc racjonalny; drudzy – rytualiści – postępują nieracjonalnie, nie mają żadnych powodów do konserwowania systemu, a jednak to czynią, rezygnując ze modyfikacji reguł gry oraz dążenia do sukcesu.
Rytualizm to patologiczna postać konformizmu, która bardzo sprzyja władzom.

Dużo powiedział Pan o naukowym rozumieniu rytualizmu opisując to zjawisko z pozycji analitycznych. Mnie jednak bardziej obchodziłby aspekt praktyczny. Jak rytualizm można rozpoznać na co dzień w działaniach społecznych?
To problem mentalny, kulturowy. Rytualizm polega na pozbyciu się odpowiedzialności oraz rezygnacji z próby podjęcia trudniejszego, bardziej ambitnego, innowacyjnego działania na rzecz rozwiązania schematycznego, zrytualizowanego. Widać to czasami dobrze podczas meczów piłkarskich, kiedy zawodnik znajdujący się w niezłej sytuacji strzeleckiej rezygnuje ze zdobycia gola, oddając piłkę innemu zawodnikowi (partnerowi z drużyny), aby pozbyć się odpowiedzialności za decyzję.
Dobrą metodą rozpoznawania rytualizmu jest analiza dyskursu, którą kiedyś zaproponował francuski filozof, Michel Foucault, do badania instytucji społecznych. W mowie potocznej, którą posługuje się społeczeństwo mamy wiele przejawów postaw społecznych, m.in. rytualizmu; ludzie mówią na przykład: „z pustego i Salamon nie naleje” albo „niech będzie ten wójt, który jest, bo nie pomoże, ale też i nie zaszkodzi”.
Mamy do czynienia z postawami rezygnacji z dążenia do sukcesu, do lepszej sytuacji. Z góry przyjmuje się scenariusz negatywny, minimalistyczny, że w samorządach – gminach lub miastach – niczego lepszego niż dotychczas nie da się zrobić, bo nie ma możliwości, środków finansowych, instrumentów, itd.. Czyli inaczej mówiąc, że jest pusto. To błędne, nierelewantne założenie, gdyby bowiem było tam rzeczywiście pusto to by się tak wszyscy tam „nie pchali”.
Po drugie, wobec wójta czy burmistrza stawia się minimalne oczekiwanie: to minimum oznacza, żeby nie szkodził, zapominając o celu maksymalnym: aby pomagał, aby działał z determinacją na rzecz dobra wspólnego.

Ostrowski wygrał z Panem różnicą 1 000 głosów? Jak Pan to wytłumaczy?
Analogiczna sytuacja miała miejsce w wielu innych jednostkach samorządowych – w przytłaczającej większości gmin ponownie wybrani zostali wójtowie i burmistrzowie, którzy rządzili do tej pory. Dzieje się tak, bo system samorządowy oraz samorządowe prawo wyborcze działa na korzyść włodarzy, którzy sprawują władzę. Interpretuję tę okoliczność w szerszym kontekście, wskazując na klientelistyczne struktury oraz postawy rytualizmu lokalnego społeczeństwa, o czym mówiłem wcześniej.
Gdy Ostrowski startował pierwszy raz na stanowisko wójta w 2006 roku poniósł sromotną klęskę: dostał wówczas 811 głosów, zaś jego konkurentka, Anna Strapagiel 2 101.Na mnie w ostatnich wyborach na wójta padło 1 055 głosów. Ubiegałem się o tę funkcję dopiero pierwszy raz. W historii bezpośrednich wyborów, jakie odbyły się w gminie Kościelec, żaden z przegranych kandydatów w liczbach bezwzględnych nie otrzymał tak dobrego rezultatu. A pamiętać należy, iż od 15 lat nie mieszkam na terenie gminy. Wcześniej nie planowałem kandydowania, nie przygotowywałem się w żaden sposób do startu w wyborach. Decyzję taką podjąłem w ostatniej chwili, dosłownie „za pięć dwunasta|, pod wpływem namów wielu osób oraz niefortunnych zdarzeń, które miały miejsce w gminie Kościelec. Miałem bardzo mało czasu na kampanię. Prawie wcale.
Nie traktuję zwycięstwa Ostrowskiego tylko i wyłącznie jako efektu jego własnej, osobistej, immanentnej siły. Bardziej akcentuję znaczenie czynnika strukturalnego – wygrała pozycja wójta, instrumenty przypisane do tej funkcji (również finansowe), struktury oraz przewagi funkcjonale związane ze sprawowaniem władzy, którymi dysponował Ostrowski, a nie jego własne walory osobiste. Wystarczy porównać liczby: kandydaci na radnych zgłoszeni przez Komitet Ostrowskiego otrzymali w sumie ok. 1 600 głosów, natomiast kandydaci Komitetu z którego ja startowałem zaledwie 500. Ten przykład dobrze ilustruje znaczenie uwarunkowań strukturalnych.
Poza tym Ostrowski jako matematyk najwyraźniej nie zna arytmetyki: nie zwyciężył przewagą 1 000 głosów jak twierdzi, a 525. Taka pula dała mu zwycięstwo. Gdyby te 525 głosów trafiło nie do Ostrowskiego, a do mnie, to ja byłbym zwycięzcą.

Ale w 2010 roku Ostrowski zwyciężył z urzędującą wówczas wójt Anną Strapagiel?
Tak, ale miał wówczas dwóch pomocników: Marka Świątka i Andrzeja Sobczaka. Głosy się rozbiły. Zakładam, że gdyby Świątek oraz Sobczak nie kandydowali na wójta, Anna Strapagiel – mimo bardzo niekorzystnej prasy – wygrałaby już w pierwszej turze. Światek i Sobczak operowali na obszarze, na którym Anna Strapagiel dysponowała zawsze największym poparciem, można powiedzieć w jej bastionie, czyli na odcinku od drogi krajowej nr 2 do Dobrowa. W drugiej turze Światek i Sobczak przekazali głosy na rzecz Ostrowskiego. To przesunęło szalę zwycięstwa na stronę obecnego wójta.
Różnica polega na tym, że ja w ostatnich wyborach stratowałem sam. Nikt inny nie miał odwagi, aby się na to zdecydować. Bardzo trudno jest zwyciężyć z urzędującym wójtem bezpośrednio w pierwszej turze, gdy pracuj na niego cały układ samorządowy.

A może po prostu Ostrowski dużo zrobił i ludzie to docenili?
Ostrowski zrobił absolutne minimum, a nawet zaryzykowałbym twierdzenie, że mniej niż minimum. W socjologi oraz politologi taką sytuację określa się sformułowaniem: rządzenia w trybie suboptymalnym. W tym punkcie pojawia się jednak kolejny problem związany ze społeczną świadomością oraz z postrzeganiem. Ludzie często przypisują zasługi oraz osiągnięcia wynikające ze struktury, z potencjału danej jednostki samorządowej, określonemu wójtowi lub burmistrzowi. Po prostu popełniają typowy błąd atrybucji, źle identyfikują przyczyny sukcesu, mylą porządki – personalny ze strukturalnym. Tymczasem dobry wójt to taki, który potrafi coś dodać od siebie, dołożyć do rozwoju wynikającego z naturalnych zdolności gminy własne atuty osobowościowe, który zapewnia efekt nazywany w ekonomii synergią, sprawiając, że dwa plus dwa równa się pięć czy może nawet sześć, a nie cztery.
Niestety Ostrowski nic nie dodał od siebie. Gmina Kościelec pogrąża się w marazmie. Ludzie się tam duszą.

Jakie zatem kryteria należy zastosować żeby ocenić danego wójta, burmistrza czy prezydenta?
Rozpatrywać jego osiągnięcia nie w zestawieniu z tym co zrobił, lecz w kontekście potencjału rozwojowego, jakim decyduje dana gmina czy miasto. Jeżeli oceniamy coś, to zawsze poprzez odniesienie do potencjału, możliwości, a także w porównaniu z innymi, analogicznymi, podmiotami. W socjologii istnieje dobra teoria grup odniesienia. Zawsze trzeba pamiętać o czynniku kontekstualnym. Mało jest rzeczy, które posiadają znaczenie immanentne, samo w sobie; zazwyczaj o sile znaczenia decyduje kontekst. Jednak wbrew pozorom ocena działalności wójtów, burmistrzów, czy prezydentów może być bardzo wymierna i odwoływać się do empirycznych faktów, do liczb.

Czyli w jaki sposób można wymiernie ocenić działania wójtów czy burmistrzów?
Wystarczy wziąć pod uwagę jeden czynnik ilościowy: skuteczność w pozyskiwaniu środków z Unii Europejskiej. Prawda jest taka, że ani wójt Ostrowski ani Anna Strapagiel nie potrafili tego robić. Jak się popatrzy na rankingi inwestycji realizowanych z pieniędzy europejskich, to gmina Kościelec zajmuje w nich bardzo odległe miejsca. Są w Polsce gminy, które w ciągu jednego roku pozyskały więcej funduszy niż gmina Kościelec w ciągu dwóch kadencji wójta Dariusza Ostrowskiego. Uważam, i to jest niestety bardzo przykre, że Anna Strapagiel oraz Dariusz Ostrowski zmarnowali dla gminy Kościelec najlepszy okres, kiedy całym strumieniem płynęły środki finansowe z Unii Europejskiej.

Pan pozyskałby więcej?
Przecież robię to skutecznie cały czas. Działając w Fundacji FIBRE opieramy się w stu procentach na środkach pozyskanych z zewnątrz. Z tego finansujemy różnego rodzaju projekty i opłacamy naszych ekspertów.
Wyleczmy się ze złudzeń! Musimy powiedzieć sobie szczerze: ani gmina Kościelec, ani miasto Koło, nie pozyskają pokaźnych środków finansowych z Unii Europejskiej własnymi zasobami merytorycznymi. Na lokalnym poziomie, w małych jednostkach samorządowych, nie ma pracowników, którzy byliby w tym sprawni i skuteczni. Do tego potrzeba ekspertów z zewnątrz. Tego rodzaju zadania realizuje się na zasadzie outsourcingu, poprzez zaangażowanie zewnętrznych, wyspecjalizowanych firm. Kosztuje to drogo, bo płaci się 8-10 proc. od wartości pozyskanych pieniędzy. Ale jest to skuteczne! Zasada jest prosta: żeby ktoś nam pomógł, musi mieć w tym interes.
Pewnych rzeczy nie da zrealizować się jako samorząd. Trzeba zatem korzystać z pomocy prywatnych firm. Zatrudnianie przez gminę pracownika celowo, wyłącznie do pozyskiwania środków finansowych z zewnątrz, nie opłaca się. Przez pięć lat kadencji na taki etat trzeba wydać najmniej 300 tys. Za te pieniądze wyspecjalizowana firma z Warszawy pozyska dużo więcej funduszy niż jeden pracownik. A przecież często bywa tak, że pracownicy od pozyskiwania środków finansowych z Unii Europejskiej dociążeni są w samorządach jeszcze innymi obowiązkami, co mocno obniża skuteczność.
Spójrzmy prawdzie w oczy: nawet najlepszy pracownik samorządowy nie jest w stanie pozyskać tylu środków finansowych co profesjonalna firma z Warszawy. Wiele zadań należy realizować na zasadzie outsourcingu. To metoda sprawdzona w biznesie i wbrew pozorom tańsza.

Wspomniał Pan wcześniej o rytualiźmie. Czy naprawdę cechą społeczności zamieszkującej miasto Koło i okolice jest rezygnacja z sukcesu?
To osobliwość starzejących się społeczeństw. Przeważa nastawienie na utrzymanie istniejącego status quo i konserwowanie systemu. Ci którzy byli ambitni i chcieli osiągnąć sukces już stąd uciekli. Część mieszkańców żyje tu tylko dlatego, że nie ma możliwości wyjazdu do dużych ośrodków miejskich. To zaś rodzi frustracje. Niestety, Koło stoi przed perspektywą demograficznej katastrofy. I z tym problemem niedługo zderzą się lokalne władze, z burmistrzem Witkowskim na czele.

Skoro wspomniał Pan o Witkowskim, co Pana zdaniem zdecydowało o jego zwycięstwie w wyborach na burmistrza miasta Koła?
W tym przypadku również mamy do czynienia z zafałszowaną diagnozą. Bardziej te wybory przegrał Szafrański niż wygrał Witkowski. Szafrańskiego pociągnął w dół szyld PiS-u. Zresztą ten kandydat od początku wizerunkowo i mentalnie do PiS- nie pasował – był zbyt mało antyestablishmentowy.
Myślę, że Witkowski powinien dokonać dobrego rozpoznania swego wyborczego zaplecza. Wbrew pozorom, nie jest ono silne, gdyż wybór był napędzany w większym stopniu motywem NIE aniżeli TAK. Faktorem decydującym okazały się negatywne emocje wobec PiS.

Dlaczego miasto Koło od 30 lat się nie rozwija?
Istnieje kilka obiektywnych determinant, które o tym przesądzają. Pierwsze uwarunkowanie ma charakter przestrzenno-strukturalny – zdublowana, dualistyczna struktura kolskiego samorządu, a więc współistnienie na jednym terenie dwóch jednostek: miasta oraz gminy Koło, powoduje, że miasto nie ma przestrzeni, „dusi się”. Aby ściągnąć inwestycje trzeba zaoferować atrakcyjne tereny. Już ponad 10 lat temu pisałem w „Przeglądzie Kolskim”, że bez likwidacji gminy Koło nie ma co myśleć o rozwoju. Mówi się trudno: stoimy przed koniecznością likwidacji gminy Koło.
Drugi czynnik to paradoks, ambiwalentność położenia. Wszyscy uważają, że miasto Koło jest świetnie położone, tymczasem prawda jest zupełnie inna: miasto Koło jest fatalnie położone; wprawdzie łatwo tu przyjechać, ale tak samo łatwo stąd wyjechać. Między innymi dlatego ma miejsce tak duży ubytek demograficzny, znacznie większy niż w porównywalnym Turku, który jednak leży na peryferiach.
Pamiętam jak 10 lat temu różni przedstawiciele lokalnych władz zacierali ręce, kiedy budowano zjazd z autostrady A-2, zapowiadali, że będzie tam kreowana aktywność gospodarcza, miały powstać nowe restauracje, hotele, bary. Nic takiego się nie stało! Za to większość podmiotów gastronomicznych, które działały przy równoległej do autostrady drodze krajowej nr 92 poupadało. Okazało się, że nawet prostytucja zbankrutowała.
Trzeci czynnik to demografia. Jest on w dużej mierze pochodną tendencji ogólnokrajowych, jednak potęgują to zjawisko jeszcze bardziej uwarunkowania lokalne, nieudolność dotychczasowych miejscowych władz, itd.
Czwarty element jest typowo lokalny, można powiedzieć immanentny, wewnętrzny: to brak strategii oraz słaba jakość miejscowych elit. W ciągu minionych, już prawie 30 lat transformacji, Koło nie miało burmistrza z prawdziwego zdarzenia, na miarę swoich wyzwań.

Co należy zrobić, aby do Koła przyszły wielkie inwestycje i biznes?
Decyduje o tym siedem czynników już dawno zdefiniowanych w socjologii czy ekonomii. Po pierwsze, musi zostać zbudowany kapitał symboliczny, inaczej mówiąc wizerunkowy. Koło musi posiadać silną markę przynajmniej w Polsce. W tym kontekście nakłady na promocję ważniejsze są od budowy drug, chodników, czy remontów ulic. To oczywiście też trzeba robić, ale to nie jest sprawa kluczowa i nie da silnych impulsów rozwojowych. Nikt nie przyjdzie inwestować do miasta-widma, o którym nic nie wie.
Na marginesie anegdotę opowiem. Już chyba ze trzy albo nawet cztery razy słyszałem, siedząc w restauracjach na Nowym Świecie, jak młodzi ludzi mówili o Uniejowie. – „Byłam wczoraj w Uniejowie” – mówiła młoda dziewczyna do swoich koleżanek. Kilka razy słyszałem o Uniejowie w lokalnych, warszawskich rozgłośniach radiowych. W Uniejowie organizowane są wielkie imprezy z Telewizją Polską, Polsatem, i Polskim Radiem. Od 17 lat ludzie z Koła jeżdżą na dyskoteki do Uniejowa, a powinno być odwrotnie… To wstyd!
Drugi czynnik, to rynek. Dużo łatwiej przyciągnąć biznes, kiedy poszczególne firmy powezmą silne domniemanie sprzedaży swoich towarów. Gdy jest rynek zazwyczaj pojawiają się producenci, sprzedawcy, pośrednicy, itd.
Trzeci czynnik to przestrzeń. Nie da pozyskać się inwestycji w próżni. Żeby przyszedł biznes trzeba mu zaoferować atrakcyjne terytoria.
Czwarty czynnik, to kapitał ludzki. Muszą istnieć zasoby dobrze wykształconych, mobilnych pracowników.
Piąty czynnik to to co nazywamy sentymentem. Czyli nastrój, pro-biznesowe nastawienie lokalnych władz, korzystne otoczenie prawne, niskie podatki, ulgi, oraz wiele innych udogodnień.
Szósty element to kapitał społeczny. Składają się na niego trzy elementy: relacje, zaufanie, i wartości. Badania, między innymi kubańskiego socjologa, Alejandro Portesa, oraz jego kolegi po fachu, Amerykanina Roberta Putnama, pokazują, iż nawet przy gorszych uwarunkowaniach obiektywnych, niższym potencjale ekonomicznym oraz materialnym, jednostki wyposażone w silny kapitał społeczny mogą osiągać większe sukcesy. Zużycie kapitału społecznego zachodzi bowiem w układzie odwrotnie proporcjonalnym, jest to jedyny tego rodzaju kapitał: im więcej go zużywamy, tym więcej go przyrasta.
Siódmy czynnik, to wysoka, atrakcyjna oferta kulturowa oraz głębokie zakorzenienie kulturowe, tożsamość kulturowa.
W chwili obecnej miasto Koło nie ma żadnego z tych atutów.

Czy forsowany przez polski rząd tzw. zrównoważony rozwój nie poprawi sytuacji takich miast jak Koło?
Zrównoważony rozwój gospodarczy to tylko retoryka. W twardej, bezwzględnej praktyce ekonomicznej coś takiego nie istnieje. Dynamiczny rozwój gospodarczy jest możliwy jedynie tam gdzie istnieje tzw. „dynamit gospodarczy”, a więc w wielkich metropoliach oraz aglomeracjach, w dużych skupiskach demograficznych. Wygenerowanie rozwoju gospodarczego w wielkich miastach wtórnie spowoduje, iż przełoży on się, będzie promieniował, również na mniejsze ośrodki. Bogactwo ma się rozlać, ma spłynąć, tak jak mówi paradygmat neoliberalny.
Z tej perspektywy jedyną dobrą strategią gospodarczą, którą można implementować na poziomie ogólnopolskim, jest model polaryzacyjno-dyfuzyjny. Jednak istnieje jeden poważny szkopuł: można ją zastosować tylko w kontekście mobilnego społeczeństwa i w układzie dalekosiężnym.
Czyli inaczej mówiąc: aby zastosować mechanizm polaryzacyjno-dyfuzyjne musi istnieć nowoczesna, szybka infrastruktura komunikacyjna. Jeżeli powstaną takie warunki, że ludzie w ciągu jednego dnia będą w stanie jechać do Warszawy lub do Poznania pracować, powrócić do domu, obejrzeć dobry film i jeszcze lampkę wina przed snem wypić.
Wówczas, w ślad za mobilnym społeczeństwem pójdą transfery pieniędzy z wielkich miast na prowincję, a zatem ludzie będą zarabiali pieniądze w dużych aglomeracjach miejskich i przywozili je do mniejszych ośrodków, w których ceny oraz koszty utrzymania będą zdecydowanie niższe.
Chodzi o to, aby metropolie jak najdalej „wyrzuciły” wzrost gospodarczy. Dopiero wówczas poziom życia pomiędzy wielkimi miastami a interiorem zacznie się wyrównywać. W Stanach Zjednoczonych proces ten zajął prawie 150 lat.

Czy widzi Pan jakieś szanse rozwoju dla miasta Koła?
Ścieżka rozwoju jest bardzo wąska. Zgodnie z tym co powiedziałem wcześniej, a wbrew temu co twierdzi większość osób, Koło nie jest dobrze położone. Jednak należy pamiętać o jednej fundamentalnej rzeczy: kwestia położenia w rozumieniu atutu, lub, z drugiej strony, mankamentu, jakkolwiek by się komuś wydawało, nie musi być obiektywna. Wbrew pozorom geografia nie jest obiektywna, zaś znaczenie czy odczuwanie odległości zależy od prędkości.
Do czego zmierzam. Miasta takie jak Koło zostały „zabite” przez reformę administracji z 1998 roku i nowy podział województw. W podobnej sytuacji jest Kalisz.
Pamiętam te bezmyślne starania parlamentarzystów z terenu byłego województwa konińskiego, kiedy wszelkimi możliwymi sposobami starano się, aby Koło i Turek nie zostały włączone do województwa łódzkiego, jak pierwotnie miało być, a wielkopolskiego. Pomyślałem sobie wówczas: co wy ludzie robicie…?! To był poważny błąd!

Dlaczego?
Dla Poznania zawsze będziemy kresami, prowincją, peryferiami, miejscem gdzie diabeł mówi dobranoc. Różnica tkwi w tym, że dla Poznania jesteśmy wschodem, dla Łodzi – zachodem. Poznań nas okrada. Tymczasem w Łodzi niebawem „wystrzeli” dynamiczny rozwój gospodarczy. Krzyżują się tam dwa najważniejsze w Polsce, a może nawet w całej Europie, szlaki komunikacyjne, a w przyszłości powstanie być może Centralny Port Komunikacyjny. Łódź jest blisko Warszawy. Zakładam, że w perspektywie najbliższych 20 lat, Łódź stanie się drugim pod względem rozwoju gospodarczego miastem w Polsce. Sprzężenie komunikacyjne dwóch wielkich aglomeracji miejskich – Warszawy oraz Łodzi – i właściwie stworzenie w ten sposób jednej wielkiej metropolii zadaniowej, oznaczać będzie potężny rozwój gospodarczy. Do tandemu Warszawa – Łódź dołączą jeszcze Radom i Skierniewice. To bogactwo rozleje się na otoczenie. Niestety, mówiąc w przenośni, Koło znajduje się za „murem”, w innym województwie. Łódź uporała się już z większością swoich problemów i posiada dziś dużo większe prognozy rozwoju niż Poznań.
Tak więc, położenie mogłoby być ogromnym atutem Koła, gdybyśmy dziś byli w województwie łódzkim, bliżej Warszawy i wielkiego świata. Niestety nie jesteśmy. Jednak Koło posiada jeszcze dwa inne walory, stanowiące immanentny potencjał rozwojowy, który może zostać prze-konwertowany na kapitał symboliczny, wizerunkowy, czy marketingowy. Sama nazwa miasta jest ogromnym kapitałem. Trzeba to tylko umieć dobrze wykorzystać. Chyba nie ma drugiego miejsca w Polsce, które dysponowałoby tak rozpoznawalną nazwą. Dziś biznes i pieniądze ściąga się poprzez budowanie marki, tworzenie brandu marketingowego, organizowanie wielkich imprez masowych oraz sportowych transmitowanych w mediach, ofensywne działania promocyjne, itp. Mówiąc o kobietach wszyscy w Polsce wiedzą, że w Warszawie mieszkają Warszawianki, w Krakowie – Krakowianki, w Łodzi – Łodzianki, a w Kole… – „Szprychy”. Co za problem zorganizować międzynarodowe wybory najpiękniejszej „Szprychy”…?! Co za problem zorganizować w Kole wielki kolarski wyścig „Dookoła Koła” i ściągnąć najlepszych kolarzy z całej Polski…?! Kolarstwo kojarzy się z Kołem. Co za problem stworzyć z Koła miasto rowerów, tak jak Münster w Niemczech, w Nadrenii Północnej Westfalii?
Drugim wielkim atutem jest znaczenie historyczne. Koło to królewskie miasto, w przeszłości miejsce zgromadzeń szlacheckich, tzw. Sejmików. Status królewskiego grodu świetnie nadaje się do wykorzystania w poczynaniach promocyjnych i marketingowych. Można organizować konferencje historyczne, prowadzić panele dyskusyjne, realizować projekty naukowe, drukować wydawnictwa oraz koszulki z koroną w tytule. Stworzyć trakt królewski oraz inne obiekty nawiązujące do królewskiej symboliki miasta.
Dziś, w dobie globalizacji, bardziej od atutów materialnych liczą się walory symboliczne, kulturowe. Żeby jednak miasto Koło mogło się rozwijać musi być spełnione kilka warunków.

Co konkretnego ma Pan na myśli?
Wszystkie ościenne gminy muszą grać na rzecz miasta Koła. Potrzebna jest synergia i spójna, nowoczesna, progresywna strategia rozwoju społeczno-gospodarczego zakrojona długofalowo na wiele lat. Kluczową sprawą jest, aby obejmowała ona dużo szerszy obszar niż miasto Koło w ścisłym rozumieniu. W gminach musi skończyć się myślenie partykularne.
Powiedzmy sobie szczerze: Koło, jako stolica powiatu, dysponuje największym kapitałem rozpoznawalności, posiada najwyższy potencjał marki. Zamożność sąsiednich wspólnot samorządowych, w dużej mierze będzie zależeć od dynamiki rozwojowej miasta Koła. Bo jeżeli do Koła przyjdzie duży inwestor i stworzy 300 nowych miejsc pracy, to również ludzie z Kościelca czy z Osieka, znajdą tam zatrudnienie. Jeśli miasto Koło wzmocni wały rzeki Warty, to także mieszkańcy Straszkowa czy Gozdowa na tym skorzystają, gdyż poczują się bezpieczniej.
Oczywiście każda gmina w jakimś zakresie musi prowadzić własną politykę, ale powinna być ona wpisana w szerszy strategiczny kontekst, w wspólną subregionalną strategię.
Swoistym signum temporis, wyzwaniem czasów, jest powołanie układu aglomeracyjnego. W tym projekcie powinny partycypować cztery gminy: miasto Koło, Kościelec, gmina Koło oraz Osiek Mały. Jednak osią tego porozumienia powinna być bliska współpraca Koła i Kościelca. Interes jest wspólny: Kościelec udostępnia miastu Kołu przestrzeń pod inwestycje, miasto Koło ściąga inwestorów i razem z Kościelcem realizuje przedsięwzięcia budowy różnego rodzaju obiektów: gospodarczych, biznesowych, kulturowych, sportowych. W ten sposób wspólnie i na zasadzie porozumienia wykonywane są wielkie projekty inwestycyjne. Korzystają na tym mieszkańcy: i miasta Koła, i gminy Kościelec. Gdyby stworzyć przeznaczoną pod inwestycje przestrzeń aglomeracyjną, wartość gruntów w gminie Kościelec radykalnie wzrośnie.
Inną komplementarną drogą rozwoju jest partnerstwo publiczno-prywatne, a więc realizowanie inwestycji przy współudziale biznesu. To co trzeba zrobić w Kole, to bardzo mocno postawić na biznes, na przedsiębiorców. Ułatwiać im działalność jak tylko można.

Często popularyzował Pan ideę zbiórek publicznych?
Na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych instytucje odwołują się do wrażliwości obywatelskiej, do mobilności społeczeństwa. Wiele środków pozyskuje się na zasadzie zbiórek publicznych, czyli metody tzw. crowdfundingu. W ten sposób można sfinansować wiele działań społecznych. Ale ważniejsze jest coś zupełnie innego: otóż ludzie uzyskują w ten sposób poczucie uczestnictwa w danym projekcie czy inicjatywie, rośnie w nich poziom poczucia sprawczości, zyskują świadomość, iż są ważną częścią demokracji partycypującej. To tworzy kapitał społeczny, buduje społeczeństwo obywatelskie. Przy zachowaniu wszystkich proporcji: w ten sposób powstawała zjednoczona Europa, przez solidarną realizację wspólnych działań. Mówiłem już o fenomenie kapitału społecznego, który przyrasta w miarę jego zużywania; czym więcej go zużywamy poprzez różnego rodzaju działania i inicjatywy, tym więcej przyrasta. Zaś kapitał społeczny jest współcześnie najważniejszym czynnikiem rozwoju.
Oprócz głębszego celu, jest także ten bardziej konkretny. Dzięki zbiórkom publicznym można sfinansować wiele projektów: gdyby wszyscy mieszkańcy gminy Kościelec dali po przysłowiowej złotówce, udałoby się zgromadzić 5 tys zł; gdyby dali po 10 zł dałoby to kwotę 50 tys. Można by kupić dzieciom prezenty na święta albo sfinansować koncert Savage, w długi majowy weekend.
Inna możliwość pozyskiwania pieniędzy, to tak zwane CSR-y, czyli odwołanie się do społecznej odpowiedzialności biznesu.

Myśli Pan, że Krzysztof Witkowski poradzi sobie w roli burmistrza miasta Koła?
Przyznać muszę, iż kiedy ogłosił chęć kandydowania byłem wielkim zwolennikiem tej kandydatury, dziś już jednak jestem bardziej sceptyczny. Pierwsze decyzje oceniam ambiwalentnie. Za dużo w tym wszystkim nominacji z klucza politycznego, partyjnego, towarzyskiego. W radach nadzorczych kolskich spółek znaleźli się ludzie z układu, wcześniej dobrze znani, tak zwani starzy wyjadacze i karierowicze. Jeśli chodzi o decyzje personalne, to jak do tej pory podobała mi się tylko jedna, oparta na ocenie merytorycznej.
Największym zagrożeniem dla Witkowskiego jest rezygnacja z odważnej, prorozwojowej polityki i obranie drogi kunktatorskiej, pasywnej, wygodnej, obliczonej na konformizm. W polityce nie jest się po to, aby było wygodnie czy przyjemnie, tylko po to żeby zrobić coś dla ludzi.
Często politycy, prezydenci, burmistrzowie, czy wójtowie przyjmują asekuracyjną zasadę żeby nikomu nie pomóc i nikomu nie zaszkodzić. Tak się nie da! To jest oportunizm. Nie można prezentować takiego asekuranctwa. Zarządzając miastami czy gminami trzeba się starać oczywiście jak największej liczbie ludzi pomóc, ale czasami trzeba również konkretnym ludziom, grupom zaszkodzić, eliminując patologiczne układy, nepotyzm, koniunkturalizm, czy korupcję; rozbijając szkodliwe struktury interesów.
Trzeba mieć charakter, aby oprzeć się naciskom i iść na przekór poprawności politycznej, pod prąd, nie ulegając oczekiwaniom wpływowych sieci klientelistycznych.
Gdy patrzę na politykę czy samorząd na różnych poziomach, to widzę powtarzający się ten sam kardynalny błąd: politycy, włodarze, decydenci, otaczają się „dworem”, słuchają podpowiedzi rozmaitej maści lizusów i klakierów. I wtedy właśnie następuje początek ich końca. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale wszyscy w tę samą pułapkę wchodzą.

Mam nadzieję, że Krzysztof Witkowski tego utrwalonego scenariusza uniknie, jednak optymistą nie jestem. Powinien jak najszybciej ograniczyć wpływy własnego zaplecza politycznego, odciąć się od partii politycznych, pogonić ze swego otoczenia koniunkturalistów oraz kolesiów, i postawić na politykę obywatelską, realizowaną ponad podziałami. Słuchać jak najwięcej ludzi zdolnych do krytycznego myślenia.
Mimo wszystko życzę Krzysztofowi Witkowskiego jak najlepiej i trzymam za niego kciuki. To człowiek dużej klasy!

Jak Pan ocenia to co stało się w powiecie kolskim?
Po 20 latach rządów jednej opcji politycznej zmiana była potrzebna. To, że nasz region się nie rozwijał, to w dużej mierze zasługa PSL-u, który – mówiąc bardziej generalnie – utrwala na polskiej wsi stare struktury, przyzwyczajenia, praktyki działania, mechanizmy. PSL prezentuje anachroniczny sposób myślenia. Doceniając historyczne, patriotyczne tradycje ludowców, trzeba niestety powiedzieć, że jest to partia szkodliwa. Powiat Kolski został opanowany przez jedno środowisko klientelistyczne oraz różnego rodzaj grupy interesów. Zbyt długo jedna opcja utrzymywała się przy władzy. Natomiast styl, w którym ta zmiana została dokonana, oceniam źle.

Dlaczego?
W Polsce upowszechnia się moda na transfery polityczne. W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z kilkoma takimi przypadkami: w sejmiku śląskim, radny wybrany z listy partii Nowoczesnej, Wojciech Kałuża przeszedł w zamian za stanowisko wicemarszałka do PiS; podobnie Kamila Gasiuk-Pihowicz odeszła z klubu parlamentarnego Nowoczesnej do Platformy Obywatelskiej, w zamian, jak mówią wtajemniczeni, za miejsce na liście wyborczej do Europarlamentu; Sylwester Chęciński dołączył w radzie powiatu kolskiego do PiS-owskiej większości, w zamian za stanowisko wicestarosty.
Nie podoba mi się to! Mówiąc wprost, choć może ostro, oceniam takie zachowania jako coś w rodzaju korupcji politycznej. Niestety w Polsce ludzie idą do polityki po pieniądze i stanowiska, to jedna z bardziej widocznych cech mentalności konsumpcyjnej.
Ceniony niegdyś naukowiec Polskiej Akademii Nauk, socjolog, prof. Piotr Gliński, zanim jeszcze zdecydował się wejść do polityki i został wicepremierem, przeprowadził badania socjologiczne w zakresie społeczeństwa obywatelskiego, stawiając pytanie: dlaczego ludzie angażują się w inicjatywy oraz działania obywatelskie.

No właśnie, dlaczego?
Wyszło mu z tych badań, że Polsce społeczeństwo jest bardzo słabe. Badania potwierdziły, że ludzie uczestniczą w organizacjach pozarządowych, fundacjach lub stowarzyszeniach, tylko wówczas, gdy wiążą z tym jakiś interes, gdy mogą dzięki temu otrzymać pieniądze albo jakieś inne korzyści, w postaci np. stanowiska pracy, co w sumie się do jednego sprowadza. Świadczy to, że nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim lecz konsumpcyjnym, zaś naszą aktywność napędzają czynniki merkantylne, koniunkturalne.
W partiach politycznych jest podobnie. Ludzie zapisują się do nich nie ze względu na czynniki aksjologiczne, wartości, światopogląd czy kwestie tożsamościowe, ale ze względu na domniemanie, prognozę uzyskiwanych korzyści, interes który wiąże się z obecnością w konkretnej partii. Dlatego ugrupowania polityczne w Polsce są tak słabe, bo scalane przesłankami koniunkturalnymi, a nie aksjologicznymi czy tożsamościowymi, i stąd tak łatwo się rozpadają.
Tak nie powinno być! Kategorycznie trzeba z tym skończyć. Dziś ludzie idą do polityki dla pieniędzy, a powinno być odwrotnie: powinni iść tam ludzie z pieniędzmi. W Stanach Zjednoczonych oraz krajach anglosaskich, w politykę angażują się ci, których na to stać, ludzie sprawdzeni w biznesie, osiągający sukcesy jako przedsiębiorcy. Chcesz zajmować jakieś ważne, prestiżowe stanowisko, musi cię być na to stać. Życie publiczne nie jest od zbijania „kokosów”! Jeżeli ktoś lubi i chce zarabiać pieniądze, proszę założyć własną firmę. Pożądana jest droga z biznesu do polityki, ale nigdy w odwrotnym kierunku: z polityki do biznesu, bo to podwyższa ryzyko bezprawnego, patologicznego lobbingi oraz korupcji.

Co zrobić żeby transfery polityczne, zmiany barw politycznych zaraz po wyborach nie były tak częste?
Logika wyborów proporcjonalnych jest taka, że mandat posła czy radnego przypisany jest do partii politycznej. W wyborach większościowych (jednomandatowych) mandat zdobywa osoba, decyduje o tym jakość kandydata, jego walory personalne; w wyborach proporcjonalnych, które z natury są bardziej polityczne, mandaty dzieli się wg klucza partyjnego, przeliczając za pomocą specjalnych algorytmów poparcie wyborów na konkretne ilości mandatów.
Logicznym i konsekwentnym rozwiązaniem byłoby więc prawne wprowadzenie zasady, że jeżeli ktoś zmienia barwy polityczne, automatycznie oznacza to rezygnację z mandatu posła czy radnego. Służyłoby to stabilizacji w partiach politycznych, a przede wszystkim nie pozbawiało wyborców reprezentacji.

Co zdecydowało, że kandydował Pan w ostatnich wyborach na Wójta Gminy Kościelec?
Tak sobie myślę, oglądałem ostatnio fragmenty sesji Rady Gminy Kościelec, na więcej niestety nie mam czasu, wszystkie decyzje zapadały tam jednogłośnie, o wybór na konkretną funkcję ubiegał się tylko jeden kandydat. Uważam, że to bardzo źle gdy tak się dzieje. Demokracja polega na wyborze, zaś konkurencja sprzyja lepszej pracy.
Miałem w tym roku wielką przyjemność przeprowadzać wywiad telewizyjny z wybitnym polskim trenerem piłkarskim, współpracownikiem niezapomnianego Kazimierza Górskiego, Jackiem Gmochem, było to w lipcu tego roku podczas trwania Mundialu w Rosji. Już poza kamerą, w dłuższej prywatnej rozmowie przy kawie, powiedział mi taką rzecz: „większe prawdopodobieństwo, że piłkarz znajdujący się na boisku zagra dobry mecz jest wtedy, kiedy przy linii bocznej biega i rozgrzewa się jego zmiennik”. Rywalizacja mobilizuje.
Taka idea przyświecała mi też wówczas, kiedy ostatniego dnia, dosłownie na kilka godzin przed zamknięciem możliwości zgłaszania kandydatów na wójtów, złożono mi propozycję kandydowania. Gminie Kościelec groziła sytuacja, że o stanowisko wójta będzie ubiegał się tylko jeden kandydat, dotychczasowy wójt, Dariusz Ostrowski. Choć mało było czasu, dałem sobie godzinę na zastanowienie. Odpowiedziałem osobom, które namawiały mnie do kandydowania: robię to z jednego powodu, aby mieszkańcy gminy Kościelec posiadali wybór, bo demokracja musi polegać na wyborze, na tworzeniu alternatyw.
Później to wszystko przemyślałem jeszcze głębiej i obrałem dalekosiężną strategię.

To znaczy?
Zazwyczaj zjawisko takie jak konflikt interpretujemy pejoratywnie, ale konflikt może mieć również pozytywne wdrożenia: konflikt mobilizuje. Istnieje w socjologii paradygmat funkcjonalności konfliktu, który sformułowali socjologowie Georg Simmel, Lewis Coser, oraz Ralf Dahrendorf. W tej teorii przyjmuje się, że w niektórych sytuacjach konflikt, o ile nie przekracza rozsądnych granic, może zwiększać innowacyjność systemu, wpływać pozytywnie na modernizację struktur, dynamizować grupy społeczne, intensyfikować zaangażowanie obywateli, a także podnosić zdolności adaptacyjne danej jednostki politycznej czy jak to ma miejsce w przypadku gminy Kościelec, samorządowej. Konflikt poprawia przejrzystość, wyraźniej zarysowuje granice dzielące określone grupy polityczne, kształtuje silniejszą tożsamość. Mocniej angażuje społeczeństwo do działalności publicznej, a także mobilizuje władze do lepszego rządzenia.
Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo mój udział w wyborach zmobilizował Dariusza Ostrowskiego, który stał się aktywny w sieci internetowej, kreując wpisy na Facebooku i realizując filmy z różnych gminnych uroczystości oraz wydarzeń.
Konflikt pełni także funkcję tzw. wentylu bezpieczeństwa, bo doprowadza do rozładowania oraz instytucjonalizacji napięć społecznych czy politycznych. Z punktu widzenia władzy, najgorsze są spontaniczne, niezinstytucjonalizowane wybuchy społecznego niezadowolenia. Zaś w warunkach konfliktu kształtuje się druga strona, podmiot do rozmów, frustracje społeczne czy niezadowolenie ulegają upodmiotowieniu.
Konflikt destabilizuje strukturę społeczną, co prowadzi do jej sanacji; zwiększa kreatywność systemu oraz intensywność tworzenia idei.
Moja koncepcja jest taka, aby w warunkach konfliktu uzyskiwać pozytywne cele, generować idee, pomysły, forsować różnego rodzaju projekty i programy, podejmować inicjatywy, do których Dariusz Ostrowski jako wójt, będzie musiał się odnosić, mobilizować go do lepszego, bardziej aktywnego działania na rzecz społeczeństwa. W tym ujęciu konflikt, starcie, polaryzacja, rywalizacja ma być źródłem oraz siłą napędową dynamicznego rozwoju gminy Kościelec.
Będziemy używać niesamowicie kreatywnego języka, aby wprowadzić do debaty publicznej nowoczesne idee i rozwiązania; narzucić dyskurs publiczny.

A czy to prawda, że zamierza Pan zorganizować w Kościelcu referendum w sprawie odwołania wójta?
Dopatrywałbym się w tym rozwiązaniu efektów konstruktywnych, korzystnych dla społeczeństwa, pozytywnych, a nie destruktywnych czy negatywnych. Odwołanie Ostrowskiego z funkcji wójta jest celem drugo- czy nawet trzeciorzędnym, kluczową natomiast sprawą jest zmobilizowanie go do lepszego działania.
Badania oraz analizy do których mam dostęp pokazują, że w samorządach na rok przed wyborami inwestycje rosną o 100 proc. Tak przynajmniej było do tej pory. To oznacza, że wójtowie i burmistrzowie przez pozostałe lata kadencji nic nie robili, a za realizację konkretnych przedsięwzięć brali się dopiero na krótko przed wyborami, aby zyskać społeczne poparcie.
To populizm w najgorszej wersji jaką można sobie wyobrazić. W momencie, kiedy kadencję w samorządach wydłużona do 5 lat, sytuacja taka skazywałaby obywateli na wiele lat stagnacji. Dlatego należy zdynamizować rzeczywistość, zweryfikować działalność wójta, gdzieś po dwóch latach kadencji, zmobilizować go do lepszego działania. Konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Konkurencja sprzyja rozwojowi.
Referendum ma więc być presją motywacyjną na władze samorządowe, demokratycznym narzędziem nacisku, instrumentem konstruktywnym w celu osiągnięcia pozytywnego efektu.
Takie samo rozwiązanie podpowiadam mieszkańcom innych gmin. Większa społeczna aktywność oraz zintensyfikowanie – poprzez referenda – społecznej kontroli, będzie motywować lokalne władze do lepszej pracy oraz działania na rzecz dobra wspólnego.

To kiedy w Kościelcu zorganizuje Pan referendum?
Myślę, że optymalnym terminem będzie rok 2020, w dacie wyborów prezydenckich. To zapewni wysoką frekwencją, a po drugie, nie zwiększy radykalnie dodatkowych kosztów.
Tu, na marginesie wspomnę o kwestii systemowej. Z referendami w sprawie odwołania wójtów, burmistrzów, czy prezydentów jest w Polsce poważny problem. Ich formuła prawna została tak skonstruowana, że właściwie narażone są one na dwa korelujące ze sobą niebezpieczeństwa: po pierwsze brak anonimowości; po drugie – co wynika z faktora pierwszego – niską frekwencję.
W trakcie referendów wójtowie czy burmistrzowie apelują do swoich zwolenników, aby ci nie brali w nim udziału, nie stawili się do lokali referendalnych. Takie wezwanie w praktyce zdejmuje z referendów anonimowość. W rezultacie mniej radykalna, mniej asertywna, bardziej zachowawcza część przeciwników wójta czy burmistrza nie bierze udziału w referendum, gdyż poprzez uczestnictwo musiałaby się zdekonspirować, odkryć, oficjalnie określić, zostałaby zidentyfikowana, gdyż w konsekwencji apelu wójta o nieuczestniczenie w referendum, ich udział byłby definiowany jako głos przeciw władzy. To tak samo jakby ktoś zaapelował do funkcjonariuszy operacyjnych policji, działających „pod przykryciem”, o wyjście z tłumu. Wszyscy funkcjonariusze zostaliby zidentyfikowani. Dlatego organizacja referendum razem z wyborami prezydenckim, w których zazwyczaj notowana jest wysoka frekwencja, rozwiązuje ten problem.
Od razu jednak chcę wyraźnie podkreślić: nie chodzi o to, aby pojmować działanie destruktywne i nieodpowiedzialne; w życiu publicznym trzeba zachowywać się odpowiedzialnie; nie chodzi też o odwoływanie Ostrowskiego za wszelką cenę i destabilizowanie systemu.
Celem jest efekt konstruktywny: zwiększenie kontroli społecznej, weryfikacja dokonań Ostrowskiego i zmobilizowanie go do lepszego działania.
Daje mu na to dwa lata. To wystarczający czas, aby coś dobrego dla mieszkańców zrobić, zwłaszcza w zakresie znaczącego awansu w rankingu pozyskiwania funduszy z Unii Europejskiej lub innych instytucji. Oczekuję, że Ostrowski będzie ściągał pieniądze z zewnątrz, przynajmniej tak jak czynią to gminy z pierwszej setki wspomnianej tabeli. Będę wywierał na Ostrowskiego demokratyczną presję, aby do gminy Kościelec popłynęły dziesiątki milionów na nowoczesne inwestycje.

Jaki jest Pana stosunek do pogłosek o planach budowy wysypiska śmieci w Pana rodzinnych stronach, w Łęce niedaleko Daniszewa?
Podjęcie decyzji w tym przedmiocie będę traktował jak wypowiedzenie wojny. Wtedy w ciągu pięciu minut pakuję się i jadę do gminy Kościelec organizować referendum. Przypomnę, że w przeszłości, dwadzieścia lat temu, zablokowałem zakusy budowy wielkiego wysypiska śmieci, na pograniczu Leszcz i Dąbrowic Częściowych. Gmina Kościelec to nie jest „śmietnik”, aby inni mogli tam wywozić swoje odpady.

Będzie Pan kandydował za pięć lat w kolejnych wyborach na wójta?
Nie mogę arbitralnie, sam podejmować takich decyzji. To byłoby nieuprawnione uzurpatorstwo. Jestem demokratą, posiadam silną wrażliwość obywatelską i demokratyczną, najbliższe są mi poglądy liberalne, dlatego poczekam co ludzie powiedzą. Niech w tej sprawie wypowie się moje środowisko. Źle wygląda sytuacja, w której ktoś sam zgłasza się jako kandydat, „przebiera nogami”. To egoizm, arogancja i brak taktu. Nie pcham się do władzy. Mam z czego żyć i nie muszę w polityce szukać dodatkowych źródeł dochodu. Powtórzę jeszcze raz: do polityki nie powinno iść się dla pieniędzy, tylko z pieniędzmi… Moim zdaniem, w życiu politycznym powinny brać udział osoby niezależne finansowo, sprowadzone w biznesie lub w działalności w organizacjach pozarządowych, które finansowo stać na uprawianie polityki. To ogranicza korupcję.
Inna sprawa to okoliczność, że moje aspiracje są dużo wyższe. Jednak, jeżeli nikt się nie zdecyduje pretendować do funkcji wójta, jeśli żadna inna osoba nie zgłosi swoich ambicji, w zawiązku z czym mieszkańcom gminy Kościelec będzie groziła sytuacja, że znów jedynym kandydatem zostanie obecny wójt Dariusz Ostrowski, wówczas będę kandydował. Na razie czekam na decyzję innych, ciekawych osób.

Twierdzi Pan, że zamożność ogranicza skłonności korupcyjne?
W popularnym polskim filmie „Vabank” jest taka pouczająca scena: „Kramer” tłumaczy komisarzowi Przygodzie, że nie okradł własnego banku, mówi: „dlaczego miałbym okraść swój bank (…) jestem bogaty”. Na to komisarz Przygoda odpowiada: „wie pan, ten co ma ćwierć miliona ma mniej od tego który ma pół miliona”.
Pokusa korupcyjna występuje na każdym poziomie zamożności, dotyczy również ludzi bardzo bogatych. To co jednak wprowadza różnicę, to skala i cena. Ktoś kto posiada 2 tys. zł na koncie w banku, da się skorumpować za 20 zł, ktoś kto posiada 200 tys. za 2 tys., a ktoś u kogo na rachunku bankowym znajduje się 10 milionów, skorumpuje się za milion.
Wraz ze wzrostem zamożności podnosi się cena korupcji – nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale również względnych, gdyż wyższy poziom bogactwa zwiększa ryzyko. Biedny da się skorumpować za 1 proc., bogaty już za 10, itd.
Oczywiście są ludzie całkowicie immunizowani na korupcję, bezkompromisowi, niezłomni, wolni od pokus oraz skłonności korupcyjnych. Ja do takich osób należę. Jeżeli Donald Tusk chciał kastrować pedofilów, zaś korupcję wypalać gorącym żelazem, to ja wobec pierwszych karę był utrzymał, a drugim – osobom skorumpowanym, którzy wzięli łapówkę – obcinałbym ręce.
Korupcja jest jak rak, niszczy państwo i życie obywatelskie. Trzeba ją tępić wszelkimi możliwymi sposobami!

Jak Pan ocenia rządy w gminie Kościelec po wyborach?
Za wcześnie jeszcze chyba na syntetyczne, globalne oceny, ale widzę, że polityka marazmu z poprzednich kadencji oraz małych celów kontynuowana jest w najlepsze. Nie zarzucam Ostrowskiemu, że jest zły, zarzucam mu, że jest nijaki, przeciętny; że mówiąc inaczej: jest minimalistą.
To co mnie dziwi, to totalny oportunizm radnych, patologiczny serwilizm w stosunku do wójta, brak jakiejkolwiek dyskusji, racjonalnej krytyki, jednomyślne głosowania.
Teraz wybory transmitowane są w Internecie i na szczęście wiele rzeczy ludzie będą mogli zobaczyć, naocznie ocenić postępowanie radnych, którzy ich reprezentują, oraz ich aktywność.

Czego życzy Pan Czytelnikom na Święta?
Przede wszystkim pragnę mieszkańcom gminy Kościelec podziękować za głosy, dziękuję zarówno tym, którzy na mnie głosowali, jak i osobom, które wyraziły odmienne zdanie. Absolutnie nie obrażam się na demokrację. Wszystkich szanuję. Gdy rozpoczynałem kampanię niektórzy ludzie szacowali, że otrzymam 20 głosów, otrzymałem 1 055, najwięcej w historii gminy Kościelec, biorąc pod uwagę kandydatów na wójtów, którzy przegrywali. Tysiąc głosów to armia ludzi! Jednak ten wynik mnie nie cieszy, nie jestem minimalistą, mierzę w najwyższe cele. Zawsze powtarzam, czego nauczył mnie sport i piłka nożna: nie ma pięknych porażek; porażki są zawsze brzydkie! Mam taką zasadę: gdybym na Igrzyskach Olimpijskich w jakiejś dziedzinie zajął drugie miejsce, nie przyszedłbym na dekorację. Liczy się tylko złoto, najwyższy stopień podium. Tak jak powiedział nieżyjący już trener polskich siatkarzy Hubert Wagner, wylatując na Olimpiadę w Montrealu: „interesuje mnie tyko złoto”; i złoto zdobył. Dlatego nie jestem zadowolony ze swojego wyborczego rezultatu, bo nie jest skuteczny, ale dziękuję z całego serca wszystkim wyborcom, którzy na mnie głosowali, ale również tym, którzy poparli mojego szanownego konkurenta. Również nie będąc wójtem, nie zajmując żadnej funkcji państwowej czy samorządowej, można dobrze służyć ludziom i robić coś dla mieszkańców.
Zbliżające się Święta Bożego Narodzenie, niestety są inne niż te, które pamiętam z dzieciństwa. Doprowadzono je do parodii, zniszczono tradycję, zagłuszono istotę, zatracono to co najważniejsze: szczerość, autentyczność, prawdziwość, rodzinny nastrój, głęboką refleksję, emocje, ludzką życzliwość, miłość, nadzieję, symboliczny, metafizyczny wymiar, bliskość i bezpośredniość.
Pięknie śpiewał przed laty znakomity polski wokalista Seweryn Krajewski: „Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy”, co znakomicie, precyzyjnie oddawało atmosferę Wigilii.
Niestety, dziś ten dzień jest ciepły, ale tylko w sensie metrologicznym, a nie metafizycznym. Boże Narodzenie stało się świętem konsumpcjonizmu, a nie chrześcijan czy katolików, zdominowanym przez komercję. Żartuję czasem, że przedstawiciele światopoglądu materialistycznego ukradli chrześcijanom święta.

Życzę więc wszystkim mieszkańcom gminy Kościelec, miasta Koła, jak i całego powiatu kolskiego, powrotu dawnych, tradycyjnych Świąt Bożego Narodzenia. Nadziei przy wigilijnym stole, głębokiej refleksji, nastroju niezwykłości, bliskich, serdecznych relacji, szczerych, autentycznych głębokich przeżyć, miłości, przyjaźni, radości oraz optymizmu.
Życzę dużo zdrowia i spokoju. Pięknie przystrojonej, pachnącej choinki i śniegi za oknem. Oby każdy z Was przeżył piękne, niezapomniane chwile. Oby towarzyszyło Wam szczęście i wspaniały, poruszający, przeszywający świąteczny nastrój.
A w nadchodzącym Nowy Roku 2019, życzę wszystkiego co najlepsze!!! Oby był to Rok lepszy od tego, który odchodzi, a każdy następny jeszcze lepszy!!! Zdrowia, spokoju, bogactwa, rozwoju, szczęścia, miłości!!!

Z Romanem Mańką rozmawiała Marta Cieślik-Tunerowska

****************************************************************************

Tu http://agencja-informacyjna.com/roman-manka-prezydent-na-czele-rzadu-wybierany-na-siedem-lat/ znajdziesz arcyciekawy wywiad z Romanem Mańką dla Agencji Informatycznej w Warszawie, na temat mankamentów polskiego systemu politycznego oraz słabości społeczeństwa obywatelskiego.
(artykuł sponsorowany)

Subskrybuj
Powiadom o
guest
17 komentarzy
Najnowsze.
Najstarsze. Najbardziej oceniony.
Informacje zwrotne.
Zobacz wszystkie komentarze.
Anonimowo
Anonimowo
2 lat temu

Do Jestem stąd: z Liceum Plastycznym to nieprawda co piszesz. T o kłamstwo,że Kościelec sam się postarał zabrać je Kołu. wszystko to była inicjatywa i praca nieżyjacej dyrektor tej placówki Pani Drążkiewicz.A jej mąż miał ogromne znajomości w ministerstwie i dzięki temu dostali wiele milionów na kosztowny remont zrujnowanego pałacu.

Jestem stąd
Jestem stąd
2 lat temu

Referendum odwoławcze za dwa lata? Panie Mańka żeby się pan nie przeliczył. Referendum kosztuje. Da p an na to pieniądze? Cudzym szastać łatwo. A jeśli pan przegra? Tak jak teraz pan przegrał? W jednym się z panem zgodzę. To co zrobił p. Chęciński jest policzkiem dla wyborców i pokazał, że jego podpis nic nie znaczy. Kościelec gmina rolnicza a na siłę chce pan zrobić naukowo medialny twór. Po co? Krajowi potrzebne są gminy rolnicze. Z tego mamy chleb. Zdjęcie z szachami?
Kościelec już słynie z szachistów młodych bez pana pomicy i bez udziału. Pomogą dywagacje historyczne rolnikom? Jak na razie mimo wszystko interesy rolników pilnuje psl. Li i jedynie. Pomimo wszystko. Kościelec sam się postarał zabrać Liceum Plastyczne Kołu ale to miasto nie potrafiło dać tej placówce nic dobrego. Koło mogło być Uniejowem ale włodarze się bali kolejni zaryzykować. A teraz wszyscy winni ale nie oni. Uniejów potrafił. Bo chciał.

Kobra
Kobra
2 lat temu

@nickon Roman Mańka to nie PIS, startował Z KOALICYJNEGO KOMITETU WYBORCZEGO SLD LEWICA RAZEM…

nickon
nickon
2 lat temu

Pseudo redaktor.ku pisowski nikt cie w Kole nie lubi ani kota prezesa A jak chcesz czymś małym sie pobawić to jedz do stolicy.

Stara Nauczycielka
Stara Nauczycielka
2 lat temu

Wszystkiego najlepszego na Święta Romku. Jesteś mądry człowiek.Ciesze się ,że miałam przyjemność Cię uczyć w szkole.

asd
asd
2 lat temu

Kim jest Pani Marta Cieślik-Tunerowska?

Dobrowianka
Dobrowianka
2 lat temu

Roman Mańka to klasa sama w sobie.Chłopak wyrwał się z kościeleckiej biedy i doszedł swoją mądrością na szczyty ale jego sukces boli niektórych maluczkich ludzików z naszej gminy.Stad cała ta zawiść i złośliwość.Jesteśmy z Panem! Wsztskiego najlepszego na święta i Nowy Rok.

Gospodarz
Gospodarz
2 lat temu

Bla, bla. Jeśli nie interesuje, to nie czytać i nie pisać bez sensu. Jest więcej, dzisiaj do zrobienia. Chyba, że gość to sam ,,hrabia,, przy stole.

gość
gość
2 lat temu

Bla,bla,bla… i tyle !!!

Irena J
Irena J
2 lat temu

„PSL prezentuje anachroniczny sposób myślenia. Doceniając historyczne, patriotyczne tradycje ludowców, trzeba niestety powiedzieć, że jest to partia szkodliwa. ” Pełna zgoda

Kost.
Kost.
2 lat temu

CBA w Kościelcu też by miało co robić. Wywiad zrozumiały, jak widać, tylko dla ludzi inteligentnych.

45454
45454
2 lat temu

Arcy ciekawy wywiad -nareszcie !!!

ANONIMOUS
ANONIMOUS
2 lat temu

BRAWO PANIE ROMANIE! PAN ZAWSZE PISZE MÓWI MĄDRZE I Z KLASA ALE NA NASZEJ PROWINCJI CIEZKO LUDZIOM ZROZUMIEĆ SENS MĄDRYCH SŁÓW.CI LUDZIE TO MINIMALIŚCI .

Ojciec Tadeusz
Ojciec Tadeusz
2 lat temu

Tak czytam to co wielki filozof ma do powiedzenia i stwierdzam :drogi specjalisto od wszystkiego, bać się proszę i interesować swoją Warszawę a Koło i Kościelec zostaw w spokoju na wieki wieków amen!

Kis
Kis
2 lat temu

na koncie ma zniszczenie kilku ludzi ,CBA w łodzi coś o tym wie…

Gość
Gość
2 lat temu

Do kobry-I za tą przyczyną, lepiej wygląda konto Ostrowskiego.

Kobra
Kobra
2 lat temu

Panie Mańka a ile pan ma na koncie? Utwierdzam się że mieszkańcy gminy Kościelec zrobili dobrze pokazując Panu kierunek na Warszawę. Daj Pan spokój.

Telefon interwencyjny

Widziałeś(aś) coś ważnego? Chcesz się podzielić informacją?
Masz problem i nie wiesz co robić?

Zadzwoń!
Anonimowość gwarantowana!

600 152 526